Był sobie chłopiec, mały szkrab, wiecie.
Kochał muzyke najbardziej na świecie.
Swe pierwsze kroki stawiał z gitarą,
brzydką jolaną, brązową i starą.
Pewnego razu skrzypce zobaczył.
Mamo ja to chcę!
Do muzycznej więc trafił.
Skończył ją potem lat mając niewiele.
Pokochał wnet metal, słuchał go wiele.
Zakupił gitarę na której grał potem.
Lecz do czego ją włączyć?
Co zrobić z kłopotem?
Więc zrobił swój pierwszy lampowy wznaciacz
Nie duży nie mały grał nieźle i basta.
Pojawił się zespół. Działo się działo!
Ale dla niego wciąż było mało.
Twożył więc dalej w swej małej piwnicy,
aż w końcu ktoś inny się tym zachwycił.
Poprosił o wzmacniacz. Wzmacniacz z wykopem.
On zaraz się zgodził i przyjął robotę.
Koniec tej bajki zbliża się prędko,
może was smieszyć nawet o ździebko.
Dalsze przygody? Znacie je przecież
działał i działa "Bashu" go zwiecie.
A teraz na poważnie.
Technika gitarowa, a przede wszystkim gitarowe wzmacniacze lampowe są dla mnie wszystkim, moim życiem, moim motorem napędowym, przekleństwem i błogosławieństwem. Od bardzo dawna cokolwiek bym robił, cokolwiek bym planował nieodłącznie jest to związane właśnie z nimi. Pierwsze kontakty z elektroniką i lampami miały miejsce w chwili gdy pojawiła się nieodparta chęć posiadania własnego „prawdziwego” wzmacniacza. Przygotowanie w szkole muzycznej i zapalczywe granie w „kapeli”, jasno zdefiniowało moje oczekiwania. Mało zasobny portfel i wielkie oczekiwania, to kombinacja która nie pozwala na szybki sukces w kreowaniu tego „własnego upragnionego i niepowtarzalnego lampowego brzmienia”. Poszukiwanie doskonałego dźwięku wśród wzmacniaczy spotykanych na rynku w tzw. średniej półce cenowej doprowadziło do stworzenia jasnej wizji „skoro nie mogę kupić, to zrobię go sam”.
Takim sposobem zabrałem się za zgłębianie tajników drzemiących w lampowych potworach i sposobach na uzyskanie konkretnych efektów dźwiękowych. Moje prace i kolejne konstrukcje były bardziej lub mniej udanym połączeniem dostępnej teorii i posiadanych umiejętności. Niezłomne dążenie do opracowania z dawna oczekiwanego przepisu na „prawdziwy” wzmacniacz i kolejne modyfikacje zaowocowały bezcennym doświadczeniem. Po niedługim czasie, to co udało mi się osiągnąć zainteresowało innych muzyków. W ten sposób pojawiła się propozycja, aby zbudować wzmacniacz „z wykopem” dla znajomego z zaprzyjaźnionego zespołu. W międzyczasie naprawiałem i modyfikowałem seryjnie produkowane wzmacniacze. Czas przyniósł kolejne możliwości wykorzystania zdobytych umiejętności i budowę coraz bardziej zaawansowanych konstrukcji. Działalność moja stała się sposobem na życie i dziś nie wyobrażam sobie świata bez moich wzmacniaczy. Marka Bash jest sposobem na podzielenie się z Państwem tym co dla mnie najważniejsze, czyli doskonałym niepowtarzalnym brzmieniem i jakością.
